Menu Close

Praca i pieniądze w IT dla nowych w branży

Opowiadam przyszłym junior programistom, czym zajmuje się moja firma i w jakich technologiach się obracam. Opowiadam o naszej misji, o potencjale rynkowym technologii którą wykorzystujemy, o sposobie budowania naszej organizacji. Wkładam całe serce i emocje w ukazanie swojej wizji i ideologii jaka mi przyświeca. Wierzę w to co mówię i chciałbym aby to zauważono i doceniono. Zajarany opowiadam im o LowCode, jak natchniony opowiadam o budowaniu dojrzałej organizacji, gdzie skuteczność i jakość jest naszym wyznacznikiem. Tłumacze, że skuteczność i jakość można realizować na wiele sposobów – a naszym jest oparcie budowania na wewnętrznej motywacji współpracowników i ich niezależność.

“Jeśli lubisz to co robisz, to chcesz robić to jak najlepiej. Tacy są ludzie. “

Mając motywację i swobodę w działaniu człowiek jest w stanie pracować z niezwykle wysoką wydajnością przy niewielkim zmęczeniu. O to chyba chodzi w pracy, prawda?

Już w latach 60-tych Peter Drucker twierdził, że:

The most valuable asset of a 21st-century institution, whether business or non-business, will be its knowledge workers and their productivity.

Peter Drucker

Celem managerów jest więc dostrajanie ludzi do ról, obowiązków i zadań. A my to wiemy i wykorzystujemy w praktyce. A i technologia którą wybraliśmy jest ciekawa – młoda i bardzo perspektywiczna. Można więc relatywnie łatwo stać się ekspertem i zostać “topem”.

Przyznaję. Spodziewałem się entuzjastycznego “no, wreszcie jakaś fajna firma”.

A tymczasem dostałem chłodny sceptycyzm:
– “A jakie perspektywy zarobkowe?”
– “A gdzie po takiej firmie będę mógł pójść dalej?”
– “A czy po tej technologii będę mógł zostać programistą javy? Nie? Aha, czyli ślepa uliczka, dzięki za smarnowanie 90 minut”
– “Mógłby Pan napisać jak się nazywała ta technologia w której są te wysokie zaroki?” (to ostatnie pytanie padło po tym, gdy mówiłem, że jak chcą dużo zarabiać, to niech nauczą się archaicznego cobola…nie jestem pewien czy ta osoba dobrze zrozumiała co miałem na myśli mówiąc “archaiczny”).

To spotkanie było dla mnie wartościowe. Dowiedziałem się więcej zarówno o rynku jak i o sobie.

Że rynek IT, choć pracownika, to jedna trudny, konkurencyjny.
Że moje idee, to tylko moje idee. A ludzie mają też inne cele, które chcą realizować.
A ja nie skupiałem się na rzeczach ważnych dla nich tylko rzeczach ważnych dla mnie. Współtworzyłem firmę, kulturę i zespoły takie o jakich zawsze ja marzyłem.

Najprostszy sposób przewidywania przyszłości to ją sobie stworzyć

Peter Drucker

Podobnie podchodziłem do idealnej firmy.

Skąd moje rozczarowanie? Aż tak bardzo jestem odrealniony? A może źle szukam? Nie tych ludzi, nie w tych miejscach? “Nikt nie zostaje prorokiem we własnym kraju” jak mawia stare powiedzenie. Może więc powinienem szukać ludzi na bardziej dojrzałych rynkach?…Nie, jeszcze nie teraz. Patriotycznie wierzę, że chcę zbudować firmę z polskimi fundamentami. Edukując, jeśli taka będzie potrzeba, polskich pracowników i polskich managerów.

I najsampierw kilka spostrzeżeń do “IT worker-wannabies”. Bez względu na role, stanowisko czy zadania.

Jeśli chcesz tylko pieniędzy to tylko pieniądze dostaniesz

Branża IT nie od wczoraj przyciąga tłumy nowych osób poszukujących ogromnych zarobków. Junior za 3k na rękę, to nadal spotykany scenariusz, ale słyszałem takżę historie typu: “a mój znajomy jako junior znalazł robotę za 8k” albo “znajomy dostał 24k na rękę w zamian, że wszystkiego go przyuczą + przeprowadzi się do Niemiec”. To patologiczne scenariusze. Zaciemniają obraz. Bo nikt nie pyta – “WOW, 24k?! To gdzie leży haczyk?”.
A haczyk leży np w bardzo mało atrakcyjnej technologii z której wszyscy uciekają i nikt nie chce tego dziergać. Jak na rynku IT brakuje ludzi, tak w tej technologii to już w ogóle pustynia.

Ale młodzi adepci sztuki IT mają tylko jedno w głowie: mityczne 15k. Na rękę rzecz jasna. Złoty Graal rynku IT. Powiem tak: Been there, done that. Gdy pracowałem w PwC zarabiałem 20k PLN netto na B2B. Trafiła się tam nawet faktura pod 30k (nadgodziny). Nie piszę tego by się pochwalić, ale by pokazać że mam mandat by komentować wysokie zarobki w IT – i to czy gra jest warta świeczki.

Otóż nie, nie jest.

Najpierw kilka faktów:

Fakt #1: Biznes łoży na IT aby szybciej odpowiadać na zapotrzebowania rynkowe. Nikogo więc nie interesuje JAK i CZYM. Chodzi tylko o to by DZIAŁAŁO – im szybciej, tym lepiej.

Fakt #2: Branża IT nieustannie ewoluuje. Aby się w niej utrzymać i móc walczyć o 15k+ nie wystarczy być tylko programistą. Trzeba śledzić technologię i ciągle się uczyć.

Fakt #3: Programiści to murarze XXI wieku. I tak jak murarze – zawsze będą potrzebni (chodźby z uwagi na zaciągany przez firmy dług technologiczny).

Fakt #4: Tak jak domy można budować z prekompozytów, szkieletowo czy drukować, tak i budowanie aplikacji może odbywać się na różne sposoby. Proces wytwórczy również stale ewoluuje. Stare generacje języków nie znikają, ale powstają nowe. Assembler, C, C#/Python, LowCode, NoCode – to wszystkie przykłady różnych generacji. Należy się spodziewać, że powstaną kolejne generacje, których nie znamy (choć mamy swoje podejrzenia).

Pieniądze są tam, gdzie jest zapotrzebowanie. W chwili, gdy piszę ten artykuł DevOps i SecOps to role w których znam przypadki po 40k net / msc przy B2B. Są freelancerzy, którzy zarabiają więcej. Ale jest też mnóstwo etatowców zarabiających poniżej 5k jak i tych freelancerów, którzy nie mogą związać końca z końcem. IT to nie eldorado. To rynek obłożony ogromną presją czasu i presją decydentów. Oczekuje się od nas tego, że projekty mają być dostarczane o czasie, rozwiązanie musi działać, a wszelkie błędy są zawsze naszą winą (i mamy je poprawiać w ramach gwarancji). To naprawdę bardzo stresujący zawód (grozi wypaleniem oraz depresją – więcej w tym temacie można przeczytać w książce “Surviving IT”).

Ale jednocześnie, to rynek jak każdy inny. Jeśli więc jedyne czym się kierujesz to pieniądze, to pieniądze dostaniesz. Bez wolności słowa, z mobbingiem, z mnóstwem stresu, z bezcelowymi spotkaniami, na nudnych projektach, z klientami którzy ciągle się czepiają, z zespołem, który nie dowozi, z obietnicami bez pokrycia, z managementem, który jednym ruchem ręki wywala do kosza rok Twojej pracy. Największe pieniądze są w korporacjach. Ale tam musisz być ultra poprawny politycznie, w każdej chwili ktoś “z góry” może niespodziewanie uwalić rok Twojej pracy, a poziom formalności jest wprost irytujący. Management w korporacjach nierzadko odbywa się przez zasiedzenie lub politykę, a nie przez dojrzałość – z tego powodu masz nad sobą niedecyzyjnego managera, który tylko skacze innym po głowach żeby nie oberwało mu się za niedowiezione targety. Takie życie ¯\_(ツ)_/¯

Chciałeś tylko pieniądze, to masz tylko pieniądze. Ale nie ma czemu się dziwić. Niewielu z nas kiedykolwiek zdefiniowało własną “podłogę” – czyli ile tak naprawdę jest Ci potrzebne do życia. 15k? A może 12k? A czemu nie 10k? A może 8k? Jeśli nie znasz swojej podłogi, nie liczysz swoich wydatków, jeśli nie wiesz ile potrzebujesz, to odruchowo zawsze potrzebujesz więcej. I na siłę chcesz robić tą kasę w IT. A czemu nie jako makler? Albo business developer czy sprzedawca IT? Oni zarabiają znacznie lepiej (podstawa, prowizja, bonusy).

Wykonaj sobie ćwiczenie – ile potrzebujesz by móc żyć na przyzwoitym poziomie? 5k? 8k? 10k? Ile z tego Ty musisz przynosić (jeśli masz rodzinę). I wtedy dopiero wchodź na rynek pracy. A jeśli nie wiesz ile potrzebujesz, bo tego nie mierzysz, to zacznij (dobrym startem tutaj będzie książka “Finansowy Ninja”). Nie powiem Ci ile Ty potrzebujesz, ale powiem Ci ile ja potrzebuję. W osobnym wpisie 😉. Podpowiem tylko – NIE MUSISZ mieszkać w Warszawie, NIE MUSISZ mieszkać teraz w mieszkaniu z pierwszej ręki. NIE MUSISZ mieć teraz samochodu. NIE MUSISZ jechać teraz na wakacje na Majorkę. To wszystko to tylko Twoje własne wybory i decyzje.

Jak nawijał Pezet:

nie za wszystko zapłacisz, uwierz mi
najbardziej pragniesz gdy coś stracisz naprawdę
bezpowrotnie, na zawsze
to nie jest to pragnienie które zgasisz
jednym łykiem, kiedy zaschło ci w gardle
zrozum co jest naprawdę coś warte
słowo, to nie ile masz na karcie

Utwór: Pragniesz

I wtórował mu Małolat:

ty musisz mieć latte od baristy,
to musi być drogie, nowe buty i jeansy
nie robisz nic bez korzyści
szampan i homar a nie browar i cheapsy
ona musi mieć nowe cycki
najdroższe szpilki, pić kolorowe drinki
to czego pragniesz się ziści
to moze być jak syndrom paryski

Utwór: Pragniesz

Który język programowania wybrać na początek kariery zawodowej?

A więc myślisz o wejściu w świat IT i chciałbyś zacząć od czegoś co da Ci najlepsze perspektywy zarobkowe. Jaki język wybrać? Python czy Java? Frontend czy backend? A może fullstack?

Problem jaki widzę, to dość wąskie postrzeganie branży IT i/lub programowania. Wielu myśli, że jak IT, to programowanie. A jak programowanie, to aplikacje albo stronki webowe. Koniec. A przecież w samym programowaniu mamy:

  • programistów aplikacji mobilnych
  • web developerów
  • programistów aplikacji biznesowych
  • programistów gamingowych
  • programistów systemów wbudowanych (np Ford działa na Windows Embedded Automotive)
  • programistów systemów operacyjnych
  • programista grafik komputerowych
  • itd.

Potem dochodzą inne działki IT, którymi można się zajmować:

  • DevOps (utrzymanie, wdrożenia)
  • SecOps (bezpieczeństwo)
  • Quality assurance tester
  • Network engineer
  • UX engineer
  • Analityk biznesowych
  • Support
  • Data Scientist
  • Trener
  • Consultant (znajomość platformy i jej konfiguracji)
  • Project Management (zarządzanie w projektach IT różni się od “typowego” zarządzania)
  • Product Management
  • Team Leader (miękka rola, wspieranie ludzi i pomoc w konfliktach)
  • Architect (często obejmujący również zadania Team Leadera)
  • Sales (tak, sprzedawca też powinien być choć trochę techniczny. Dlaczego? Bo w sprzedaży chodzi o to by przekonać klienta – najlepiej na pierwszym spotkaniu. Jeśli jesteś w stanie odeprzeć pytania biznesowe jak i techniczne, to jesteś unstoppable)
  • Marketing (podobnie jak Sales – w końcu marketing, to także sprzedaż)
  • itd

Naprawdę w branży IT jest MNÓSTWO możliwości. I każda ma swoją specyfikę. W Data Science przydaje się wykształcenie matematyczne. Podobnie w programowaniu gier. Ale już jako programista aplikacji biznesowych matematyki praktycznie w ogóle nie potrzebujesz. Tam z kolei ważniejsze są umiejętności analizy biznesowej i pracy z klientem biznesowym.

Do czego się najlepiej nadajesz? Gdzie sprawdzisz się najlepiej i warto byłoby od tego zacząć? Moja rada: jeśli w tym momencie tego nie wiesz, to NIE MA ZNACZENIA gdzie zaczniesz! Wybierz cokolwiek i działaj. Jako junior i tak musisz nauczyć się podstaw. Poznać branże i jej specyfikę. Jeśli uznasz, że chcesz zmienić rolę lub technologię, to ją zmienisz – dasz sobie radę. Nawet jeśli będziesz programistą, to wiedz, że od pewnego progu doświadczenia język i technologia zupełnie nie ma znaczenia – koncepty są powtarzalne i różnią się tylko detalami. Główne różnice odczuwa się zmieniając generację języka – idąc z C# do C albo z C do assemblera. Przy czym kolejność generacji odpowiada też ich złożoności i trudności: NoCode będzie łatwiejszy niż LowCode, LowCode łatwiejszy niż C#, C# łatwiejszy niż C, a C łatwiejsze niż Assembler.

Nie bądź skoczkiem – ufaj pracodawcy

Skoczek – osoba, która idzie do firmy X z intencją: “gdzie mnie to dalej wybije?”.

Nie zamierzam zakłamywać rzeczywistości – wiadomo, że ludzie przychodzą do pracodawców i od nich odchodzą. I to jest w porządku. Nie ma nic złego w zmienianiu pracodawców. Ale podchodzenie na zasadzie “jaki będzie mój następny krok w karierze” zanim jeszcze pokazałeś na co Cię stać i że możesz być przydatny firmie, to jak wchodzenie w związek na zasadzie “ciekawe jaka będzie moja kolejna partnerka/partner”.

“Michał, ale tutaj może nie chodziło o pracodawcę jako takiego, tylko o aspekt technologii i projektów?” – w takiej sytuacji odwołam się do poprzedniej sekcji. Nie ma znaczenia od czego się zacznie. A też naiwnością byłoby myśleć że w dowolnej technologii jest tylko 1 dostawca na rynku.

Zaufanie jakim obdarza się pracodawcę jest kluczowe – od tego zależy efektywność i jakość współpracy. Takim samym zaufaniem pracodawca obdarza swoich ludzi. Niby wszyscy wiedzą, że tak jak nowy pracownik może odejść od pracodawcy, tak pracodawca może zrezygnować z nowego pracownika, ale mimo wszystko tylko kredyt zaufania daje fundamenty pod budowę efektywnego zespołu. Jeśli to nadal Cię nie przekonało i uważasz, że bycie skoczkiem jest ok, to pomyśl – jaki byłby Twój poziom pewności i satysfakcji, gdyby pracodawca przy zatrudnianiu Ciebie myślał kim by tu Cię zastąpić. Powtórzę – hipotetycznie może tak myśleć, ale w praktyce, to nie ma sensu. Decyzje podejmuje się wtedy, gdy trzeba je podjąć, a nie martwi się na przyszłość. Ty również tak rób.

I pamiętaj…

IT to ciężka praca

Jeśli zaczynasz w tej branży i jesteś rozczarowany, że bezskutecznie poszukujesz pracy od wielu miesięcy, to możesz mieć pretensje tylko do siebie. Ustawiłeś sobie nierealne oczekiwania. Ale czemu się dziwić – zbudowałeś sobie w głowię z IT eldorado w oparciu o słowa innych. Jesteś po weekendowym kursie, bootcampie czy nawet rocznych studiach mając nadzieję na szybką rekrutację. I nawet nie chcesz dużo zarabiać – “jedynie” 5k, najlepiej na umowę o pracę.

Na rynku EU brakuje ~500 000 programistów. Ale programista != junior.

Bo junior, to nie jest dodatkowa pomoc od pierwszych dni. To często wiele miesięcy mentorowania i wykorzystywania czasu i energii doświadczonych ludzi w budowaniu tego nowego członka załogi. Sumaryczny koszt zatrudnienia nowego człowieka, to nierzadko nastokrotność jego pensji. Szybka kalkulacja:

  • Załóżmy, że chcesz 3k na rękę.
  • Załóżmy, że uda się Ciebie wyszkolić ekstremalnie szybko – w 6 msc. Czyli już mamy 6-krotność pensji do uzyskania pracownika.
  • Do tego dołóżmy koszty procesu rekrutacyjnego
    • czas poświęcony na przygotowanie oferty (+3k)
    • success fee pośrednika (lub pensja naszego HRowca) (2-krotność wynagrodzenia lub 2 msc pracy, czyli +6k)
    • czas poświęcony na weryfikacje kandydatów (średni success rate jest na poziomie 10% czyli przy prostym procesie, gdzie weryfikacji dokonuje senior i jakiś manager, a każdy z nich kosztuje firmę ~100PLN/h, to do zatrudnienia nowej osoby potrzeba położyć kolejne ~3k)
  • No i na koniec dorzućmy wsparcie we wdrażaniu nowej osoby, mentoring i pomoc przy błędach – czyli jakieś kolejne 6k (10h przez 6 msc za osobę o pensji 100PLN/h).
  • Razem: 12-krotność pensji. I to przy założeniu, że uda się nowego juniora wdrożyć w 6 msc, a miesięcznie wystarczy tylko 10h wsparcia ze strony starszych stażem kolegów. Na ogół jednak to nie jest 10h i to nie jest 6 msc.

I dlatego właśnie rynek wcale za juniorami nie przepada. A jeszcze zdarzają się gagatki, co na start chcą 10k. Słyszałem o przypadkach, że taki Junior Python Developer (“python najlepszy dla nowych”, nie tak było?) albo Junior Data Scientist (co może być trudnego w analizowaniu danych?) niesiony efektem Dunninga-Krugera krzyczał stawki bliskie tym 15k na rękę. A tymczasem te 15k to 4-5 lat pracy – jeśli jesteś turbo zdolny.

upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/...

Bo nie wystarczy być programistą. Trzeba w praktyce opanować wiele rzeczy:

  • paradygmaty programowania
  • frameworki
  • wzorce programowania
  • struktury bazodanowe
  • testy
  • rozumienie koncepcji bezpieczeństwa
  • metodyki zarządzania projektami IT
  • praca w zespole
  • kontrola wersji
  • ALM
  • CI/CD
  • itp itd.

No chyba, że ma się wrodzoną intuicję programisty, zmysł architektoniczny, dokładność i odpowiedzialność…ale gdyby tak było to nie przebranżawiał(a)byś się na IT teraz – był(a)byś tam już dawno.

Jeśli więc myślisz o IT jak o łatwej kasie, to muszę Cię rozczarować – jest wprost przeciwnie. Technologia ewoluuje i się zmienia. Musisz więc się nieustannie douczać. Nie utrzymasz się jeśli męczy Cię te 8h pracy w firmie. Jeśli te 8h przed kompem są dla Ciebie męczące, to w IT niewiele jest dla Ciebie pracy – prędzej jakiś backoffice, rachunkowość albo sprzedaż.

Na koniec refleksja: regularzy i seniorzy są w stanie zejść ze stawki tylko po to by pracować w większym komforcie, fajniejszym zespołem i lepszym managementem. Ale oni już zasmakowali rynku pracy IT i wiedzą, że tam liczy się coś więcej niż kasa. Każdy dochodzi do tego wniosku gdy odczuje pierwsze kręcenie śruby, bezsensowne decyzje i usłyszy słowa “Michał, musisz dać sobie wejść na głowę” (autentyk, z mojego życia – słowa których nie zapomnę po dziś dzień i są dla mnie przykładem złego managera). Tylko dlaczego nie uczyć się na cudzych błędach?

Podsumowując

  1. Wykonaj sobie ćwiczenie – jaka jest Twoja “podłoga” finansowa?
  2. Nie ma specjalnie znaczenia od czego zaczniesz w IT.
  3. Wchodź we współpracę z kredytem zaufania i wiary w dobrą wolę pracodawcy
  4. Rynek IT potrzebuje programistów, ale z doświadczeniem (obojętne czy procode, lowcode czy nocode). Im więcej potrafisz przysiedzieć przed kompem – tym lepiej dla Ciebie.
  5. Praca managera nie jest prosta. Jest bardzo trudna. I bardzo interpersonalna. Niestety niewielu managerów jest tego świadomych. Myślą, że zarządzania, to machanie batutą i wszyscy w takt mają skakać. Nie myślą 3 razy zanim zrobią coś nieetycznego. A jeśli już zrobią (a każdy ma prawo do błędów) to nie przepraszają. A tymczasem ludzie nie zapominają. Nawet po wielu latach. Praca ważna, to jasne, ale czy naprawdę w życiu jest ona tak ważna by warto było być ch*jkiem? A chciałbyś pracować z takimi dla kasy?

Polecane lektury:

Surviving IT: Essential Advice for Build a Happy and Healthy Technology CareerSurviving IT: Essential Advice for Build a Happy and Healthy Technology Career by Paul Cunningham
My rating: 4 of 5 stars

Autor posiada wiele ciekawych i słusznych refleksji nt. świata IT. W szczególności z perspektywy pracy w firmie usługowej.
Ksiązka w szczególności powinna trafić w ręce młodych adeptów IT aby poznali co oddają w zamian za te wymarzone 15k na rękę. I czy to jest naprawdę warte. A jeśli tak, to w jaki sposób, jakimi konkretnymi sposobami, ochronić siebie i swoją głowę, aby nie zatracić się w ciapaniu.

Jak zarządzać zadaniami.
Jak rozmawiać z szefem.
Jak mówić nie.
Jak odpoczywać.
Jak pracować.

View all my reviews

6 Comments

  1. Michał

    Nie za wszystko zapłacisz, uwierz mi
    najbardziej pragniesz gdy coś stracisz naprawdę
    bezpowrotnie, na zawsze
    to nie jest to pragnienie które zgasisz
    jednym łykiem, kiedy zaschło ci w gardle
    zrozum co jest naprawdę coś warte
    słowo, to nie ile masz na karcie…

    Naprawdę bardzo mocny tekst, uświadomił mi coś bardzo ważnego, właśnie dziś, tu i teraz tego potrzebowałem, dziękuję 🙂

    • Michał Guzowski

      ❤️❤️❤️
      Dzięki za tak miły komentarz. Poczucie, że pomagam komuś, jest moim paliwem. Choć w tej sytuacji, to pewnie bardziej zasługa Pezeta, to jednak czuję, że jakoś się przydałem 🙂

  2. Maciej

    Dobry tekst, oby dotarł do jak największej liczby juniorów i Developer-WannaBe.
    Choć przerażające jest, że na początku swojej kariery zawodowej ktoś może wybrzydzać ofertą pracy w swojej branży… To jak rynek IT jest przedstawiany przez mass-media i krzywdzące stereotypy wpłyna na ten stan rzeczy

    • Michał Guzowski

      To przedstawianie IT przez mass-media jest niestety szkodliwe, ale nie do uniknięcia. To sztuczki HRowe aby przyciągnąć do siebie tych wahających się.
      Patorekrutacja.

  3. Też Michał, za dużo nas

    Hej, dobry artykuł, ale jako senior developer mam jednak przemyślenia do kilku rzeczy:

    1. rozdział o pieniądzach:

    Niestety to nieprawda, że wysokie stawki niosą ze sobą jakiś haczyk. Z moich doświadczeń wynika po prostu, że jest zerowa korelacja między pieniędzmi, a negatywnymi zjawiskami, które wymieniłeś. Jest zupełnie losowo. Ba, powiedziałbym, że tam gdzie są małe pieniądze, prawdopodobnie firma nie radzi sobie najlepiej i niesie to ze sobą ryzyko większej presji i niestabilności [jeśli firma sobie dobrze radzi, a oferuje mało, to w sumie jeszcze gorzej :)].
    Najgorzej wspominam wszystkie firmy z początków kariery, gdzie zarabiałem okolice 5k. Obecnie przy 20k jest o niebo, niebo lepiej. Nie wiem z czego to wynika. Wydaje mi się, że czas tanich pracowników nie jest szanowany. Znacznie częściej zachęca się ich do nadgodzin, a sugestie o potrzebnych usprawnieniach są ignorowane, bo być może parę godzin straconego czasu taniego pracownika nie jest wiele warte.

    Wymagając więc wysokich pieniędzy dostaniesz znacznie więcej niż się spodziewasz (jeśli oczywiście na te pieniądze zasługujesz, ale pracodawca nie wyjdzie z inicjatywą, trzeba negocjować samodzielnie).

    2. rozdział o skoczkach:

    Ja nie skakałem, ale wydaje mi się, że zmarnowałem przez to pierwsze lata kariery. W pierwszej pracy dopiero jak rzuciłem wypowiedzenie po 2 latach to uzyskałem ofertę sensownej podwyżki (z 3.5k na szalone 5k). Nie przyjąłem i u konkurencji zdobyłem znacznie lepszą pracę.
    Przy kolejnych pracodawcach również żeby dobić do mitycznych 15k musiały wejść w grę wypowiedzenia.
    Z tej perspektywy to zaufanie firmy jest jednak niewiele warte…
    Mało tego, oprócz pieniędzy wraz z kolejnymi wypowiedzeniami polepszały się moje warunki (znikały nadgodziny, pojawiła się praca zdalna, mogłem zainwestować w lepszy sprzęt i szkolenia).

    3. koncept, że należy jakoś wierzyć w “misję” firmy:

    Z mojego doświadczenia najlepiej działają firmy, które koncentrują się na zarabianiu pieniędzy i nie udają, że są czymś więcej. To znacznie ogranicza “bullshit” w którym trzeba uczestniczyć (jak np. obowiązkowa praca z biura, bo ktoś z “góry”, zupełnie oderwany od rzeczywistości technicznej pracy umysłowej stwierdził, że w open-space jest jakaś super kooperacja). Mamy więcej czasu i energii na prawdziwe życie prywatne, prawdziwych przyjaciół i rodziny, niezależnie od tego gdzie i dla kogo pracujemy, co zmienia się na przestrzeni lat (nawet najbardziej lojalni pracownicy prawdopodobnie nie będą pracować w jednej firmie całe życie, czy tego chcą czy nie).

    • Michał Guzowski

      Hej Michał (fakt, dużo nas) – dzięki za tak rozbudowaną odpowiedź.
      Dała mi sporo do myślenia.
      @1: Masz rację. Są małe firmy, które z powodu presji wyciskają pracowników jak cytrynki. Zdarzają się też duże firmy, które z racji wielkości zatracają “human touch”. Dzisiaj jest projekt X, w nowym FY management z innego kontynentu stwierdza, że rok twojej pracy trzeba wyrzucić do kosza i teraz robisz Y. A ponadto firma z racji swojej wielkości nie może sobie pozwolić by otworzyć się na nową, bardziej perspektywiczną biznesowo technologię.
      Wniosek? Chyba faktycznie wielkość firmy jak i wielkość pensji nie daje mi podstaw do tak prostego sformułowania wniosku jak to zrobiłem.
      Mea culpa. Zastanowiłem się nad inną rzeczą – co w takiej sytuacji wyznaczyło mi taką a nie inną narrację. Jaki cel chciałem wywołać.
      I chyba chodziło mi o następujące:
      1. Równie ważne co pieniędze są wartości firmy. I tutaj zdecydowanie dobrą strategią będzie poznać lepiej firmę – jej wartości, opinie o niej itp. Ale sam wiem jak to było, gdy sam zaczynałem – tego się nie robi, z różnych względów. Więc może pewną strategią będzie wybór firmy która w swojej kategorii “wagowej” (wielkość firmy) nie płaci ani najmniej, ani najwięcej. Coś pośrodku.
      2. Nie skupiać się tylko na kasie. Firma oferuje wiele benefitów poza pieniędzmi i benefitami (typu owocowe czwartki czy zniżki na siłkę) – np fajny zespół, dojrzały management, ciekawe projekty.
      Make sense?

      @2: myślę, że tutaj w grę wchodzi niedojrzały management, które błędnie liczy koszty podwyżki pracownika. Słyszałem kiedyś taką teorię, że management odbiera jak szantaż zagrywki w stylu “a w firmie XYZ dają mi 10k i pracę zdalną”. A na szantaż nie można sobie pozwolić bo wtedy zaraz cała firma zacznie to robić. Albo nie minie 6 msc jak człowiek znowu przyjdzie z ofertą podwyżki. Myślę, że grunt to dobrze umieć wycenić pracownika. I jeśli faktycznie jest wart swojej ceny, to przystać na nią. Nawet jeśli to jest kwestia podwyżki o 200%. Bo dużo cenniejsze niż ta kasa jest to, że ten człowiek zna procesy, zna projekty, zna ludzi, zna technologię.

      @3: Z tą pracą w jednej firmie przez całe życie, to kwestia kulturowa. Masz jednak rację, że w Polsce pewnie tak nie będzie (ale już w Stanach to wcale nie takie rzadkie zjawisko). Co do tego bullshitu – dzisiaj miałem taką refleksję, że działalność IT zawsze będzie kręcić się wokół pomnażania majątku. Wszelka misyjność, jeśli już się pojawia, wynika z tego, że ludzie, nie mając ujścia potrzeb misyjności i idei w życiu prywatnym, oczekują tego po swojej pracy. I problem tylko leży w tym, że często praca w IT nie daje przestrzeni na to życie prywatne. Praca w nadgodzinach niestety nie jest niczym niespotykanym – ciągle musimy się uczyć, rozwijać i interesować technologią. 8-godzinny model pracy i brak misji sprawdza się w fabrykach, gdzie po 8 godzinach pracy dalej masz “wolne zwoje” aby poczytać książkę czy pograć w zespole. W IT tego nie ma – jak się nie rozwijasz, to szybko wypadasz z peletonu. Ergo: jeśli rynek IT (czy ogólniej pracy umysłowej) nie będzie chciał zwolnić tempa (np 6h pracy zamiast 8h), to albo będzie musiał dostosować się do potrzeb ludzi, albo będzie musiał się poważnie zastanowić jak zatrzymać ludzi. Bo jaką wartość daje on pracownikom jeżeli płaci on im tylko pieniądze? Są lepsze sposoby na to np solo-preneurshipu: już dzisiaj widać ile można kasy wyciągnąć z działalności B2C: influencingu, consulting, szkolenia, kursy itp itd.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *