Menu Close

Uzależnieni od wiedzy

(ESTIMATION TIME: 15 MINUTES)

To koniec. Chrzanić to. Do kitu z presją posiadania wiedzy o wszystkim, z presją rozumienia wszystkiego co do mnie dociera. Nie chcę wszystkiego wiedzieć. Świadomie akceptuję swoje ograniczenie, możliwości przetwarzania, rozumienia, strukturyzowania, zgłębiania i zapamiętywania informacji jakie do mnie docierają. Świadomie akceptuję też, że w wielu kwestiach nie będę w stanie zabrać głosy (choć pewnie bardzo bym chciał i pokusa była ogromna) lub będę się wypowiadać BEZ dogłębnego zrozumienia tematu.

Skąd ta nagła zmiana? Otóż złapałem się na tym, że próbuję mierzyć się ze zbyt wieloma tematami naraz: programowanie, zarządzanie, sprzedaż, marketing, leadership i HR, inwestowanie, zarządzanie finansami, przepisy prawne, wychowanie dzieci, psychologia, zdrowie, sport, wiedza o gospodarce świata, polityka i pewnie coś tam by się jeszcze znalazło. W tylu kontekastach się obracałem i w każdym chciałem wiedzieć co mówię aniżeli mówić co wiem. Teraz jednak zmieniam strategię. Chcę wybrać w czym zamierzam wiedzieć co mówię, a w czym mówić co wiem. Bo interesować się wszystkim, być dobrym i merytorycznym we wszystkim…czy to nie jest lekka przesada?

Wypisałem się z prawie wszystkich newsletterów do których byłem zapisany. Wypisałem się m.in. z James’a Clear’a, Trends.vc, nocodefounders, trendsmkt, substack, uw-team (unknown), pucek.com, onyszko.com, profile na medium.com. Osobom które znam osobiście i cenię napisałem wiadomość w stylu:

Hej XXX,
Wypisuję się z Twojego newslettera. Piszę żeby móc powiedzieć, że “nie chcem ale muszem”. Nie mam czasu go czytać. 
(…) <honest personal touch> (…)
Peace and keep writing!

Zrezygnowałem ze wszystkich powiadomień mailowych odnośnie aktualizacji na portalach społecznościowych typu facebook, linkedin czy goodreads.

Zrezygnowałem z prawie wszystkich podcastów które śledziłem: Big Questions with Cal Fussman, Raport o stanie świata, Ze stoickim spokojem, Korpolandlord i kilka innych.

Usunąłem wszystkie przechowywane zakładki “na potem” w telefonie.

Po co to wszystko zrobiłem? Żeby uwolnić swój mózg. Żeby uwolnić się od jarzma rzeczy czekających na dokończenie. I wreszcie – żeby zwolnić pamięć operacyjną z rzeczy które pochłaniam, a które nie są konieczne dla mnie dzisiaj czy jutro.

Nauczyć się rezygnować z możliwości.

Tylko po co?

Poławiacz “pereł informacji”…

Dzięsiątki nieodczytanych wiadomości z newsletterów, kilkanaście nowych odcinków różnych podcastów, które oczekiwały na wolną chwilę. Regularnie puchnąca lista z książkami “to-read”. I zakładki w przeglądarce…

A to i tak mało.

O przeglądaniu kilku portali internetowych za pomocą RSSa (blogi technologiczne, portale biznesowe) nie wspomnę. Nie dlatego, że musiałem. Ja po prostu to lubiłem. Lubiłem się rozwijać i dowiadywać nowych rzeczy.

To uczucie, gdy “rozumiesz” jest uzależniające.

Każdego dnia mój czas, przynajmniej 60 minut, poświęcałem na lustrowaniu treści płynących z wielu źródeł (newsletter, podcast, RSS). Na ogół nie znajdywałem tam ważnych i przydatnych informacji.
Ważnych = mających wpływ na moje życie.
Przydatnych = mogących być do zastosowania tu i teraz lub najdalej za 1 miesiąc.
Nie znajdywałem ważnych i przydatnych informacji, ale nigdy nie ustawałem w próbach ich znalezienia. Nigdy nie wiedziałem czy kolejny artykuł, kolejna wiadomość email albo kolejny podcast nie będzie zawierać tej bardzo ważnej i niezwykle przydatnej dla mnie informacji. A gdy to znajdowałem moje endorfiny szalały! Czułem dumę – tak, oto dowód, że warto było cierpliwie śledzić i szukać. Znalazłem swoją perłę. Byłem jak poławiacz pereł w rafie koralowej strumieni informacji.

*PING* nowy email
<klikam>
(ważne info czy jednak zbędne…ciekawe co to może być…)
<drum_rolls>
(Aaa…dołączyła nowa osoba do projektu po stronie klienta…zastąpi Janka….i będzie intro na najbliższym spotkaniu)
….mogłem tego teraz nie czytać….

*PING* nowy email
<klikam>
(ważne info czy jednak zbędne…ciekawe co to może być…)
<drum_rolls>
pilny lead, trzeba szybko skontaktować się z klientem i pociągnąć temat
<fanfary>

To uczucie, gdy znajdujesz nową, ważną i przydatną informację jest niczym hazard. Jest jak jednoręki bandyta, gdzie ciągnąc za rączkę wpatrujesz się w wirujące bembenki w oczekiwaniu na “777”. I niby wiesz, że większość razy te “777” nie wpadają, że nikt z kasynem jeszcze nie wygrał, ale Ty i tak grasz.

…czy jednak topielec?

Dopaminergiczny układ nagrody szybciutko wymazuje ze świadomości stratę wynikającą z nie poświęcania się rzeczom naprawdę ważnym: zabawa z synem, spacer z żoną, rozmowa z bratem, praca nad swoją firmą, monetyzowanie swojego hobby.

“A może chociaż jakiś odpoczynek?” – pytam sam siebie w myślach.
“Ogłupłeś? Kto nie pracuje ten się nie rozwija. Musisz się rozwijać żeby realizować swoje marzenia i być zwycięzcą. Odpocznę śpiąc” – szybko ripostuje mózg.
Zupełnie jakby chwila relaksu w samotności i oderwania od ciągłego mielenia informacji miała mnie zabić. Niby wiadomo, że mózg niczym mięsień potrzebuje odpoczynku by móc efektywnie wykonywać pracę…ale przecież mnie to nie dotyczy. Mam 33 lata. I jeszcze tyle do osiągnięcia. Tyle ambicji do zrealizowania.

Niedawno przeczytałem o ciekawym badaniu w książce “Potęga irracjonalności”. Autor (Dan Ariely) wykonał eksperyment w którym brali udział studenci różnych uczelni. Badanie wyglądało następująco:

  1. Celem badania było zagrać w komputerową grę.
  2. W grze każdy student miał 100 kliknięci
  3. Uczestnik miał do wyboru 3 pary drzwi. Po kliknięciu w drzwi wchodził do będącego za nim pokoju.
  4. W każdym pokoju był przycisk. Kliknięcie w przycisk dawało studentowi losową wartość, wyrażaną w centach, z przedziału od kilku do kilkunastu.
  5. Studenci wiedzieli, że w każdym z pokoi przedział był inny, ale nie znali dokładnych wartości przedziału.
  6. Na koniec ćwiczenia studentowi była wypłacana uzbierana kwota (zatem cel był prosty: uzbierać jak najwięcej centów)

Strategia większości studentów była tutaj podobna: uczestnicy wchodzili do pokoju, wykonywali kilka “rozpoznawczych” kliknięć, a potem zmieniali pokój. Postępowali tak w każdym z pokoi, a na koniec wracali do najlepszego pokoju i zostawali w nim już do końca gry. Jednak jak udowodnił autor – właściwie gdyby studenci nie zmieniali pokoju tylko zostali w pierwszym lepszym, to suma uzbieranych centów byłaby największa – niezależnie od wybranego pokoju. Czego dowiodło to badanie? Że:

Ludzie nie umieją zaspokać się tym co mają – zawsze szukają jeszcze lepszej opcji.

I widzę tu mnóstwo analogii – w pracy, w życiu miłosnym, w oczekiwaniach względem najbliższych. Zawsze może być lepiej (“dostałeś czwórkę? A czemu nie piątkę?” – pyta głos z przeszłości).

Ale na tym eksperyment się nie zakończył. Bo następnie dokonano w grze pewnej modyfikacji: każde kliknięcie w przycisk pokoju powodowało, że pozostałe drzwi znikały w 1/12 (czyli po 12 kliknięciach drzwi znikały całkowicie).

I co się okazało? Że uczestnicy utrzymywali “przy życiu” wszystkie drzwi, nawet jeśli dawaly one wyraźnie mniej punktów. Czyli tak jakby świadomość utraty pewnej możliwości bezpowrotnie była dla nich nie do zniesienia.

To pozwoliło sformułować kolejny wniosek:

Ludzie mają zwyczaj utrzymywania posiadanych szans nawet jeśli ich nie wykorzystają.

Czy te newslettery, zachowane zakładki, RSSy, podcasty – te które nigdy nie otwieramy lub przeglądamy kosztem ogromnego tempa życia, nie ukazują podobnego schematu?

Cały czas wbija nam się do głowy, że możemy robić co chcemy i być kim chcemy. Problemem jest jednak dochowanie wierności naszym marzeniom. Musimy się rozwijać na wszelkie możliwe sposoby, musimy posmakować wszystkich aspektów życia, musimy się upewnić, że z 1000 rzeczy, które trzeba zobaczyć przed śmiercią, nie poprzestaniemy na 999.

Dan Ariely w książce “Potęga irracjonalności”

Unikanie utracenia szans nie ma sensu w dzisiejszym świecie. Należy zamknąć niektóre drzwi. Czy będąc szefem firmy naprawdę musisz ciągle znać się na technologii? Powinieneś mieć od tego ludzi. Czy musisz znać się na regulacjach prawnych? Powinieneś mieć od tego ludzi. Czy musisz znać się na marketingu? Nie, powinieneś mieć od tego ludzi. Ty odpowiadasz za aspekt biznesowy, strategiczny i sprzedażowy. Jasne, fajnie dodatkowo znać się na projektowaniu interfejsów graficznych, Customer Experience czy User Experience, ale to powinieneś oddelegować. Ty zaś powinieneś skupić sie na rzeczach, które pozwolą prowadzić firmę.

Jak to ujął Erich Fromm w książce “Ucieczka od Wolności” (książka z 1941 roku!):

Kiedyś problemem był brak możliwości. Dzisiaj problemem jest nadmiar możliwości.

To jest ok nie wiedzieć wszystkiego

I potem ja sam zacząłem się zastanawiać – ile czasu poświęcam na utrzymywanie otwartych drzwi? Jaki mam zwrot z tej inwestycji? Kosztem czego? Ile czasu przepada bezpowrotnie przez kolejną sekundę, minutę, godzinę w miesiącu, na przeglądaniu treści w nadziei, że w końcu znajdzie się coś co sprawi, że pomyślę: “WOW, CIEKAWE INFO”.

Rezygnacja z poławiania pereł informacji jest łatwa, gdy na 10 artykułów pojawi się 1 naprawdę ważny. Ale w życiu często sytuacja niezawsze jest tak klarowna – coraz częściej newslettery, podcasty, blogi, pisane są w taki sposób by przedstawiać treści naprawdę ciekawe. Na 10 artykułów aż 7 będzie ciekawych. Może nie jakichś ważnych, ale z pewnością przydatnych. Może nie dziś czy jutro, ale z pewnością kiedyś w przyszłości…i być może właśnie stajesz się z topielcem. Przestajesz panować nad tym, nie umiesz zrezygnować z MOŻLIWOŚCI.

Jak powiedział Bartek Pucek w podcaście Macieja Filipkowskiego:

W procesie poszukiwania sukcesu, lub sposobu na zaprojektowanie swojego życia, często szukamy igły w stogu siana. Otaczamy się ogromnym zasobem opcji, informacji, decyzji, które chcielibyśmy przetworzyć. Problem polega na tym, że nie w każdym stogu siana jest igła. Umiejętność zrozumienia, do którego stogu siana chcemy zajrzeć, jest ważniejsza, niż sama chęć eksploracji każdego ze stogów, który stoi na naszej drodze. 

Bartek Pucek w audycji “Zaprojektuj Swoje Życie”

Aby realizować możliwości musisz być skupiony

Załóżmy jednak, że nic nie zmieniasz w swoim życiu. Czytasz te newslettery, słuchasz podcasty, oglądasz wywiady z naprawdę ciekawymi ludźmi. Zdobywasz mnóśtwo przydatnej wiedzy. Kupiłeś nawet kurs jak napisać książkę, jak zrobić marketing, jak zbudować markę osobistę.

Jesteś uzbrojony po zęby żeby zabrać się do działania.

Ale nie jesteś w stanie się do tego teraz zabrać. Teraz masz jeszcze za dużo pracy. Ale jak obecny projekt w robocie się skończy, to wracasz do tematu. Jeszcze tylko 6 miesięcy.

Mija 6 miesięcy. W międzyczasie poznajesz wspaniałą dziewczynę (albo chłopaka lub osobę niebinarną, bądźmy na czasie z poprawnością polityczną!) i chcesz teraz więcej czasu spędzać z drugą połówką. Dobra, książka poczeka, ale za 6 miesięcy nie ma bata – jedziesz z tematem. Jeszcze tylko 6 miesięcy.

Mija 6 miesięcy. Sprawy potoczyły sie nieco szybciej niż myślałeś. Zaliczyliście wpadkę i właśnie w brzuchu Twojej dziewczyny rośnie małe “bobo” (pomimo poprawności politycznej nie mogę do “brzuchatych” zaliczyć mężczyzn i osoby niebinarne). Nie ma teraz czasu na pisanie książki. Musi poczekać. I co? Kolejne 6 miesięcy czekania?

Oczywiście przykład z dzieckiem to tylko jedna z setek możliwości – bo tak naprawdę albo nigdy nie ma dobrego momentu na rozpoczęcie kolejnej inicjatywy, albo zwyczajnie nie ma do tego przestrzeni. I właśnie ten brak przestrzeni był u mnie solą w oku. Frustrował. Irytował. W końcu dobijał. Gdy każdy dzień kończysz z myślą “cholera, dlaczego nie zacząłem jeszcze mojego wymarzonego projektu” i strofujesz się kiedy pracujesz, strofujesz kiedy odpoczywasz, strofujesz kiedy spędzasz czas z rodziną…to żaden dzień nie jest dobry. I toniesz w bezsilności. Tzn ja tonąłem. Każdego dnia myślałem o swoich celach które chciałem osiągnąć, ale na które nie miałem czasu. Przykład z książką to tylka jeden z mnóstwa projektów o których marzyłem pochłaniając te wszystkie newslettery, podcasty itp. Chciałem mieć rodzinę, być przedsiębiorcą (czyt. pracować ponadwymiarowo za nieekwiwalentną wypłatę), być multiprzedsiębiorcą, pisać książkę, inwestować na giełdzie, inwestować w nieruchomości, podróżować na motocyklu, wdrażać trudne projekty, pomagać innym, budować społeczności itd. Jeśli kojarzysz te pragnienia, to może kojarzysz także to poczucie bezradności.

A czy wiesz jakie są skutki wyuczonej bezradności?

  1. Deficyt emocjonalny – depresja, apatia, lęk, zmęczenie, utrata nadziei
  2. Deficyt motywacyjny – brak motywacji do działania i umiejętności angażowania się, długi czas dochodzenia do równowagi po porażce
  3. Deficyt poznawczy – człowiek przestaje chcieć rozumieć związki przyczynowo-skutkowe, wydłuża się proces uczenia się i rozumienia nawet prostych zależności typu “zachowanie-wzmocnienie”

Powyższe wnioski wiadomo dzięki eksperymentowi Seligmana i Maiera: umieścili oni psy w klatce tak, by nie mogły one uniknąć porażenia prądem elektrycznym. Prąd był na tyle wysoki by wprawiał w dyskomfort, ale na tyle niski by nie wyrządzał trwałej krzywdy. Ponadto prąd był właczany na krótki czas, więc pomiędzy sesjami rażenia psy miały pewien czas w spokoju. W grupie kontrolnej psy mogły przeskoczyć przez barierkę i dzięki temu uniknąć porażenia. W grupie badawczej psy nie mogły uniknąć rażenia. Efekt? Badanie doprowadziło do śmierci 100% psów z grupy badawczej z powodu apatii – zwierzęta odmawiały przyjmowania pokarmu.

Inny przykład, tym razem autorstwa Curta Paula Richtera: Szczur wrzucony do śliskiej kadzi z zimną wodą po kilkunastu minutach pływania w kółko tonie. Jeśli podsunie mu się kij tuż po rozpoczęciu tonięcia, tak że może się po nim wdrapać i wydostać z kadzi, to przy ponownym wrzuceniu pływa kilkadziesiąt godzin. I znowu: badawcze odkryli, że tonięcie zwierzęcia w pierwszej próbie było wywoływane rezygnacją i apatią, a nie skutkami stresu (np zawałem serca).

I ja kiedy tak lustrowałem wszelkie treści w poszukiwaniu cennych informacji nie tylko traciłem czas, ale nawet, gdy już udało mi się coś znaleźć, to niemożność zaimplementowania nowo pozyskanej wiedzy istotnie zwiększała moją frustrację i brak satysfakcji. Mam tyle niewykorzystanej wiedzy w sobie…albo tak mało czasu na realizację tych wszystkich pomysłów. Jedno i drugie prowadziło do frustracji.

Może myślisz sobie: “Czyli co? Mam teraz ze wszystkiego zrezygnować? Mam przestać mielić te informacje? A co jeśli to sprawia mi przyjemność? A co jeśli to mielenie powoduje, że jestem jaki jestem?”

Przypomnę – dzisiaj nie cierpimy na brak możliwości, dziś cierpimy na ich nadmiar.

Z tego powodu zadaj sobie pytanie: czy wiesz do czego dążysz w życiu tym roku?

Jeśli nie wiesz i jesteś na etapie poszukiwania – miel ile wlezie. Musisz przemielić wiele różnych dziedzin, projektów i partnerstw aby znaleźć swój kierunek. Niczym poszukiwacz złota płuczesz kolejne porcje piasku, kamieni i miału, by znaleźć swoje samorodki złota.

Zdjęcie z portalu Canva

Jeśli natomiast wiesz jaki masz cele – skup się. Nie rozpraszaj. Nie buduj w sobie negatywnych skutków bezradności: lęku, frustracji i braku motywacji do działania.

Ale wiesz co? Myślę, że choć coś tam w życiu osiągnąłem…ja dalej nie jestem w 100% pewien co chcę w życiu robić. I co chcę robić przez kolejnych 12 miesięcy. Ale wydaje mi się, że takie własnie jest życie – nigdy nie będziemy w 100% przekonani co chcemy w nim robić, kim chcemy być.
Możemy tylko kreować rzeczywistość tu i teraz.
A skoro chcemy kuć, to trzeba być skupionym.
Inaczej można upierdolić sobie palca.

Ja więc wybieram skupienie. Wolę być dżokejem jednego konia aniżeli tym hazardzistą, który z trybun obstawił kilku jeźdźców i teraz modli się o cud…albo o to by ów cud się nie wydarzył, bo on wierzy w statystykę.

Od czego zacząć?

Jeśli uznasz, że to o czym piszę ma sens i jesteś zdecydowany(-a) na podobny krok co ja, to mam dla Ciebie kilka rad:

  1. Usuń wszystkie powiadomienia z portali społecznościowych – nie potrzebujesz ich.
  2. Usuń wszystkie podcasty poza maksymalnie dwoma (może być mniej, może być nieco więcej – chodzi o to by konsumpcja nowych treści nie zabierała więcej niż 2 godziny w tygodniu)
  3. Usuń wszystkie newslettery oprócz trzech – reguła ta sama co w podcastach (max 2h tygodniowo)
  4. Ogranicz sobie kanały RSS do 7. Dlaczego do 7? Bo 5 to za mało, a 10 za dużo. I wyznacz sobie 1 dzień w tygodniu (np niedzielę) kiedy w 30 minut dokonasz wyboru 3ech artykułów na kolejny tydzień do przeczytania. Po 30 minutach zarchiwizuj treści, których nie zdążyłeś przejrzeć. A co z tymi krótkimi newsami, które wypełniają portale informacyjne? Zapomnij o nich. Nie potrzebujesz ich. Albo zrób eksperyment. Przez 30 dni w ogółe nie czytaj portali informacyjnych. I zobacz czy obniży się Twoja jakość życia.
  5. Usuń wszystkie zakładki z przeglądarki i telefonu. Wszystkie. Jak będziesz którejś potrzebował to przypomnisz ją sobie. A swoją drogą ja usunąłem wszystkie zakładki i wiesz ile potem pootwieralem z powrotem? ŻADNEJ.
  6. Na swoim telefonie możesz mieć kilka ekranów. Na głównym ekranie miej tylko aplikacje które nie mają powiadomień. Te z powiadomieniami, czyli te których badge będą krzyczeć o Twoją uwagę, miej na drugim ekranie – tym do którego przejdziesz wtedy kiedy Ty zdecydujesz.
  7. Pomyśl czy na pewno musisz interesować się polityką, nowymi technologiami, gospodarką, finansami i tym wszystkim co nie przynosi Ci wymiernego zysku, a zajmuje mnóstwo czasu na aktualizacje wiedzy i dyskusje z innymi. Przykładowo ja trzymam się z daleka od polityki. Ograniczam się tylko do chodzenia na wybory. I wiesz co? Jakoś ten kraj daje sobie beze mnie radę. Nie wiem jak, ale daje. Choć tu przydałoby się nieco dłuższe objaśnienie – zostawię to jednak na inną okazję.

Polecane lektury:

Potęga irracjonalnościPotęga irracjonalności by Dan Ariely
My rating: 5 of 5 stars

Fantastyczna książka pokazująca dobitnie, że biznes w którym biorą udział ludzie nie może rządzić się wyłącznie prawami logiki i liczb.
Autor pokazuje jak bardzo w sprzedaży i marketingu biorą udział pewne nasze podświadome mechanizmy.

View all my reviews Essentialism: The Disciplined Pursuit of LessEssentialism: The Disciplined Pursuit of Less by Greg McKeown
My rating: 4 of 5 stars

Książka porusza ważny temat: “co jest ważne?”, “Nad czym się skupić?”. Stara się być bezsprzecznie racjonalna co miejscami prowadzi do wybiórczego dobierania kontekstu rysowanych scenariuszy. Ale to zmusza do refleksji co też jest korzystne. Mimo tego wiele porównań stosowanych w książce jest badzo obrazowe i daje górne światło na to czy to co robimy ma dla nas wymierną korzyść. Autor daje również rady jak odmawiać, priorytetyzować i dobre rady w kontekście zarzadzania zadaniami/projektami.

Ciekawe myśli:
• Non-essentionalists ask:
– how can I do both?
– what do I have to give up?
Essentionalists ask:
– what is the trade-off I want to make?
– what do I want to go big on?
• Mamy naturalnie tendencje do niedoszacowywania. Dodawaj ZAWSZE 50% bufor


View all my reviews Factfulness: Ten Reasons We're Wrong About the World – and Why Things Are Better Than You ThinkFactfulness: Ten Reasons We’re Wrong About the World – and Why Things Are Better Than You Think by Hans Rosling
My rating: 4 of 5 stars

Good book that gives you helicopter view on lot of your believes. It’s universal – anyone can read it. It brings a lot of optimistic light into ourselves and help to understand why media and politics are telling us only part of the truth.

P.S.
Don’t listen to politics or media 🙂

My favourites thoughts from the book:
– living in the world is better now than ever before
– people, regardless of their education, have a distorted (negative) view of reality and facts. For example, hardly anyone knows that 80% of children in the world are vaccinated today (no matter what – it is about access to basic medicine)
– fear – we tend to dramatize and distort the facts when we are afraid of something. If we are afraid, for example, of flying by plane, we will pay more attention to 10 catastrophes than 99,990 flights without a crash

View all my reviews

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *