Menu Close

Czy warto porównywać się do innych?

Bardzo nie lubię porównywania się. Jak bardzo mnie to irytuje. Choć wbrew pozorom ten tekst nie będzie bazował na emocjach. Nie będzie porywający. Będzie wywarzony i nudny. Ale napisałem go, bo chciałbym przeczytać coś podobnego kiedy miałem 20-pare lat. Bo nikt nigdy mi nie powiedział:

“Jeśli chcesz dotrzeć do najciemniejszych miejsc w życiu, to będąc emocjonalną jednostką, musisz się porównywać. I zawsze doszukuj się drugiego dna, ukrytych intencji. Nie ustępuj i bądź pamiętliwy – to podstawa, by nigdy nie wybaczać.”

Tak, to genialny przepis by spieprzyć sobie osiągnięcie satysfakcji w życiu.

A teraz – do rzeczy!

Wyobraź to sobie sobie

Widzisz człowieka, który jedzie dobrym Porshe. Facet, na oko 30 lat, elegancko ubrany, czapeczka, ciemne okulary, zadbany zarost. Nonszalancko kieruje autem. Patrzysz na niego i co sobie myślisz?
“albo pożyczył auto ojca, ale po prostu ma bogatych starych…”
“…albo zajmuje się czymś nielegalnym…pewnie dealer…”
“…kiedy w końcu i ja czymś takim będę jeździł…”
“…eh…dlaczego mi wszystko przychodzi z takim trudnem? Co jest ze mną nie tak?”

Ja kiedyś często tak myślałem. Zazdrość? Chyba bardziej żal. Żal do świata, że na wszystko musiałem ciężko pracować. Ciężej niż koledzy, którzy pierwsze fury i mieszkania dostawali od rodziców. Więcej niż ludzie, którzy dzięki popularności zgarniali honoraria za występ w reklamach golarki czy nowych batonów. A może byłem po prostu głupi – zarobkowo potrafiłem tylko skupiać sie na jednej pracy – a nie, tak jak Ci popularni: tu reklama, tam występ gościnny, tu własna książka. Ja byłem programistą. Potem architektem. Teraz przedsiębiorcą. I zarabiam tylko na tym co robię. Nie mnożyłem bytów. Nie dostałem auta od ojca. Nie miałem bogatej rodziny ani wujka który wkręciłby mnie w dochodowy biznes. Nie miałem starszego brata, który pokazałby mi jak robi się biznes. Wszystkiego uczyłem sie “the hard way”. Super kurwa hard way – bo będąc architektem, liderem, przedsiębiorcą, szefem – jak na ironię losu – nigdy nie byłem pewny siebie, a wręcz przeciwnie.

Ta sytuacja z kierowcą Porshe ostatnio właśnie mnie spotkała. Było porshe, był 30-letni kierowca…nie było tylko tych negatywnych myśli w mojej głowie. Po raz pierwszy w życiu. Nie było zawiści, zazdrości, demotywacji i deprymacji.
Było za to piękne i stoickie: “Fajny samochód. Spoko, że typ go ma. Mam nadzieję, że autko fajnie się prowadzi. Ciekawe jakie to uczucie. Nie mogę się doczekać kiedy i ja sobie takim pojeżdżę – fajnie, że mnie to jeszcze czeka.”

“Fajny samochód. Spoko, że typ go ma. Mam nadzieję, że autko fajnie się prowadzi. Ciekawe jakie to uczucie. Nie mogę się doczekać kiedy i ja sobie takim pojeżdżę – fajnie, że mnie to jeszcze czeka.”

Przez następnych kilka chwil nie mogłem przestać myśleć i rozkminiać – co wywołało taką zmianę nastawienia we mnie? Co kliknęło? I TERAZ możemy przejść do meritum.

Porównywanie się do innych to droga przegrywów

Kiedy myślę o porównywaniu się, nie mam tu na myśli porównywania się w kontekście mierzenia swoich postępów na tle zespołu czy konkurentów – takie działania nazwałbym analizowaniem. Analizowanie w tym wymiarze charakteryzuje dla mnie bezemocjonalny stosunek do uzyskiwanych danych:

“Aha, czyli oni przy dołożeniu 3000 PLN do kampanii google osiągnęli 120% lepsze efekty. To bardzo ciekawe! Rozważmy czy i my nie powinniśmy pójść w adwords!”

Porównywanie się o jakim ja myślę wyglądałoby następująco:

“Aha, czyli oni przy dołożeniu 3000 PLN do kampanii google osiągnęli 120% lepsze efekty. No tak, mają lepszy produkt i jak zwykle mnóstwo szczęścia. I tylko szczęścia – nie pracują tyle co ja. A jednak mają lepsze efekty…czy ja jestem głupszy czy o co kurwa chodzi? To mi należą się takie wyniki!”

Porównywanie się o jakie mi chodzi, to ta cecha stawiania siebie w świetle innych po to żeby zwartościować siebie lub kogoś. Takie porównywanie się to prosta droga do niskiego poczucia własnej wartości. Dlaczego?

“Outsourcowanie” własnej wartości

Jeśli przyrównujesz siebie do kogoś lub czegoś, aby poczuć się cennym, lepszym, ważniejszym, to spoglądasz na coś co znajduje się poza Tobą. Ten ktoś lub coś staje się Twoim punktem odniesienia. Zewnętrzny punkt odniesienia dla oceny własnej wartości – przecież to już w samym brzmieniu brzmi jakoś tak bezsensu. Ocena własnej wartości jest własna, a nie czyjaś. Nie ma powodu dla którego ktoś miałby świadczyć o Twojej wartości? Ty i tylko Ty możesz to zrobić? A gdyby tak porównywać się wyłącznie do siebie? Wtedy Twój punkt odniesienie byłby zawsze taki sam – ta sama historia, te same możliwości, te same mocne i słabe strony.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Załóżmy, że jako osoba młody programista patrzysz z podziwem na kogoś, kto ma 5 lat doświadczenia w branży i jest już seniorem. Ale czy za 5 lat, będąc seniorem, poczujesz się spełniony i wartościowy? Oczywiście, że nie. Będziesz z podziwem patrzył na tego architekta, który jest w branży od dziesięciu lat i robi takie odpowiedzialne projekty. A co będzie, gdy i Ty będziesz architektem z dziesięcioletnim bagażem doświadczeń? Czy będziesz spełniony? Oczywiście, że nie. Będziesz patrzeć na innych architektów, którzy tak sprawnie tworzą architektury w parę godzin nad którymi Ty ślęczysz całymi dniami. Albo na tego młodego chłopaka z ogromnym potencjałem, który po zaledwie 5ciu latach został nowym architektem w Twojej firmie. PO 5 LATACH! TOBIE TO ZAJĘŁO 10 LAT! Czyli chyba jesteś 2 razy głupszy. Jak widzisz powstaje błędne koło z którego ciężko się wyrwać. To błędne koło zasila schemat postrzegania otoczenia, siebie i innych. Możesz się z niego wyrwać, ale musisz sobie to uświadomić.

BIAS

Porównując się do innych nigdy nie patrzymy na całokształt osiągnięć tylko jesteśmy w tym bardzo wybiórczy. Gdy zazdrościmy komuś talentu, to nie zauważamy, że w innych aspektach ta osoba może być od nas gorsza. Jesteśmy ślepi na pełne spektrum mocnych i słabych stron, i wynikającą z nich synergie lub konsekwencje. Może gdyby każdy z nas miał wykonany test Gallupa, Wealth Dynamics czy FRIS (co bardzo polecam), to łatwiej byłoby nam spojrzeć życzliwiej na siebie. A zamiast tego wolimy surfować po internecie w poszukiwaniu materiałów o osobie lepszej od nas w jakiejś dziedzinie – lepszego architekta, zdolniejszego malarza, popularniejszego artysty czy bogatszego biznesmena. A niestety prawda jest taka, że zawsze na świecie będzie ktoś od nas lepszy w tej jednej konkretnej rzeczy. Tylko co z tego? Równie dobrze zawsze na świecie będzie ktoś starszy od nas. Należy patrzeć na całokształt osiągnięć – a z racji braku informacji o innych osobach szybko można dojść do wniosku, że porównywanie się nie ma sensu.

Pułapka internetu

Z powodu internetu i algorytmów na kanałach social mediowych jesteśmy bombardowani życiem i sukcesami tego 0.00000001% ludzi na świecie którym wyszło (i z racji tego, że popularni, to stają się jeszcze popularniejsi). Jednak większość ludzi nie jest popularna, nie ma tyle szczęścia i “normalne” życie można założyć wygląda podobnie do Twojego – wszystko przychodzi z trudem, o wszystko trzeba zawalczyć i sobie wyszarpać. Ale Ci którym się udało nie są dla Ciebie nieosiągalni. Po prostu ich talenty, możliwości (finansowych, czasowych), koneksje i szczęście pozwoliły im skrócić czas osiągnięcia tego sukcesu. A jednak wszystko można osiągnąć poświęcając na to odpowiednio dużo czasu. Grunt, to skupić się na tym co akurat przy danym ułożeniu talentów, możliwości czy koneksji można jak najszybciej wdrożyć w życie. I być gotowym, że w końcu szczęście dopisze i wtedy trzeba wjechać w temat z buta i ustać do końca.

Lęki i depresje

Porównywanie się do innych karmi wewnętrzne demony i napędza stany lękowe lub depresyjne. Na pewno u mnie. Zdarza się to szczególnie wtedy, gdy posiadając brak informacji o innych osobach, wypełniamy czarne dziury myślami, które w danej chwili dominują naszą głowę. Więc jeśli jesteś nieusatysfakcjonowany z życia, niezadowolony z siebie, to najpewniej ten szybszy samochód, którym jeździ ten nonszalancko uśmiechnięty gagatek, był zakupiony za nielegalną kapuchę. Albo wyciągnięty od starego, wiadomo.

A przecież w sumie nie mamy żadnych informacji, więc równie dobrze to Porshe mogło być wynajęte, udostępnione na testy albo pożyczone od kumpla. Głowa niektórych ludzi lubi uciekać w lęki czy stany depresyjne i na nich budować narrację. I takim negatywnym myśleniem będziemy jedynie podwyższać sobie stres i dalej zaniżać własne osiągnięcia. Będziemy szukać winnych w rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach i ludziach na około. Będziemy czuć się jeszcze gorzej z tym, gdzie jesteśmy i kim jesteśmy.

============================

Jak widać porównywanie się z innymi, to działanie ze szkodą. Szkodą dla tu, teraz i potem. Porównywanie się należy internalizować – porównywać siebie z sobą. Bo inaczej nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani i szczęśliwi – zawsze będzie na świecie ktoś kto jest bogatszy, ktoś kto ma więcej czy ktoś kto umie lepiej.

A już na sam koniec chciałbym zostawić Cię z jeszcze jedną myślą. Stoicką rzecz jasna.

Bo nie chodzi o to aby złapać króliczka

W książce “A Guide to the Good Life: The Ancient Art of Stoic Joy” autorstwa William Braxton Irvine, autor podaje kilka technik zwiększających satysfakcje z życia. Jedną z nich jest technika nazwa “self-denial” czyli odmawianie sobie przyjemności. Celem tej techniki nie jest masochizm tylko kontrast który pozwala nam na dystans i czerpanie radości z prostych rzeczy, które mamy. Np.: nie jedzenie przez cały dzień pozwoliło mi nabrać dystansu do uczucia głodu oraz docenić to że zawsze mam kasę na jedzenie. Stoicy czerpią przyjemność w takim kontrastowaniu – wybranie podłogi zamiast łóżka czy autobusu zamiast samochodu ażeby raz na jakiś czas docenić wygodne łóżko czy luksus posiadania samochodu.

Zresztą pomyśl – jeśli dzisiaj miałbyś wszystko czego zapragniesz, to co robiłbyś w dalszym życiu? Do czego dążył? O czym marzył? Na co oszczędzał i kiedy uzyskiwał te ogromne zastrzyki dopaminy, kiedy wreszcie kupujesz, to na co zbierałeś pieniądze? Jeśli zdobyłeś wszystkie szczyty, to zrobiłeś to robiąc z siebie maszynę do zdobywania celów. I nagle – PUF – nie ma czego zdobywać. Twoje uzbrojenie, pracowicie usprawniane przez lata, jest nagle nieprzydatne.

Ja naprawdę cieszę się, że w swoim życiu doświadczałem mieszkania na poddaszu, który zawsze posiadał temperaturę o 15-20 stopni wyższą niż temperatura powietrza na zewnątrz (w lato nie dało się siedzieć w mieszkaniu); mieszkałem w małym mieszkaniu na Wilanowie, a w końcu aby kupić swoje pierwsze 50m2 w bloku wyniosłem się pod Warszawę. Mam 33 lata i czekają mnie jeszcze ze 2 przeprowadzki: najpierw do większego segmentu, a potem do dużego domu jednorodzinnego. To ekscytujące i nie mogę się doczekać każdej kolejnej zmiany. Podobnie sytuacja ma się z samochodami – kiedyś będę miał wymarzone sportowe auto, wymarzonego SUVa i wymarzonego old muscle cara. To piękna rzecz móc wciąż spełniać swoje marzenia w wieku 50ciu, 60ciu, a nawet 70ciu lat. I z tej perspektywy jestem nawet nie na półmetku.

Na koniec polecę jeszcze jedną książkę: “Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą” napisaną przez Hans Rosling, Anna Rosling-Ronnlund i Ola Rosling. Książka pokazuje jak bardzo mamy zaburzoną perspektywę na rzeczy które nas otaczają. Jak podają autorzy: ludzie, niezależnie od wykształcenia, mają spaczone (negatywne) spojrzenie na rzeczywistość i fakty. Bo jak się okazuje ludziom żyje się coraz lepiej na ziemi. A niedawno można było także przeczytać o tym, że w Stanach Zjednoczonych bogactwo amerykanów ustanowiło nowy rekord. W książce “Factfulness” autorzy również podają ciekawe dane np: 80% dzieci na świecie jest dzisiaj zaszczepiona (nieważne na co – chodzi o dostęp do medycyny na podstawowym poziomie). W książce znajdziemy też opis typowych ludzkich “biasów” czyli instynktów utrudniających prawidłowe postrzeganie rzeczywistości jak np: wrodzony pesymizm, strach, wyolbrzymianie, uogólnianie, przeznaczenie czy potrzeba identyfikacji winnego. Te wszystkie elementy zaburzają nasze postrzeganie świata i sprawiają, że nie dostrzegamy, że obecnie ludziom żyje się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Koniec

Koniec. Finito. The end. Mówiłem – ten tekst nie będzie jakiś porywający. Ale napisałem go, bo uznałem, że warto. A skoro tak, to może, choć jedna osoba, uzna tak samo – że warto było to przeczytać. Jeśli Tobie ten tekst się nie spodoba, to pomyśl o kimś ze swojego otoczenia – napewno znasz kogoś, kto stale widzi świat przez krytyczne okulary. Podeślij mu ten tekst. Może mu sie przyda.

I jeszcze jedno – proszę podziel się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami po tym tekście – co sądzisz o porównywaniu się?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *